Zadanie na piątą kolejkę: Proszę napisać wiersz (biały lub z rymami) o dowolnej tematyce związanej z HT. Jedyne ograniczenia to wspomnianych w regulaminie 18 sylab na wers oraz ustalony przeze mnie limit 60 wersów. Do piór i klawiatur! 😉
Propozycja nr 1
Na te dziwy trudno przecie znaleźć lepsze tłumaczenie
Jak to tylko, że nasz prezes goleń swoją, a właściwie jej stłuczenie
Leczył biedak tak wytrwale, że zapomniał nieboraka
Że czas zleciał i klub jego przez dość przykre przeoczenie
Poszedł precz … ot i prezes, nasz hulaka
Znany w światku wolskiej braci jako cwaniak zawadiaka
W nocy mroku, goleń boli, znieczulony zaś w amoku,
Podkradł sprytnie się pod bramę jeno z młotkiem gdzieś przy boku
Poczym zwinnie niczym łania, ah ta noga, w cud wykroku
Przywarł ściśle do posadzki, sińcem zdobiąc piękne lico
Chwile trwało aby powstał, przecie twardy niczym skała
Spojrzał w górę, wisi flaga, eh..rozmarzył się nasz prezes
Mgiełka w oczach się wezbrała..
Nie jest prezes w ciemię bity, znać że w życiu wypił swoje
Toż i młotek tu przytaszczył, patrzy w górę, bredzi – „moje”
Palnął w czoło młotkiem raz by wyostrzyć wszystek zmysły
Palnął drugi, palnął trzeci, wnet i mary z oczu prysły
Korbą skręcił razy kilka, pod pazuchę upchnął flagę
Pokuśtykał metrów z dwieście, po czym w długą puścił lagę
..Prezes siedzi, goleń piecze, opuchlizna nos przygniata
Sieniec wielki jak dwa jaja, jak w koszuli w kratę łata,
Podły widok zdać się musi, nawet komar w swej litości
Miast w prezesa wbić swe ostrze,
Niczym psina jaka głodna szpik wysysa z oschłej kości
Ale prezes się raduje, pierś miarowym rytmem bije
Bo nad pooranym czołem tego oto jegomości
Niczym sarna w tańcu hasa niczym wąż się w strachu wije
Klubu jego trykot zacny, gdzie podąża – do wielkości;)
Propozycja nr 2
Eliza ozdobą wsi była całej
Co sobotę w remizie chłopaki patrzały
Ślinę toczyły ich spragnione ślinianki
Walki toczyli o serce wybrankiTen i ów z zębem wybitym chodzi
Inny ze śliwą wstydzi się wychodzić
Ale każdy co sobotę gna do remizy
Aby podejrzeć majtki ElizyA potem w niedzielę gnają do kościoła
Tam równie mocno chuć ich woła
Eliza w pierwszej ławeczce siada
Spódniczkę równo na udzie układaAle ktoś nie przychodzi do kościoła
We wsi wołają nań Jasiu Pierdoła
Obojętne są mu względy Elizy
W soboty nie zagląda on do remizyI właśnie on najbardziej Elizę kręci
Nie potrafi dziewoja wymazać go z pamięci
Porzuca szczerbatych adoratorów
Innych zachciewa jej się amorówW niedzielny ranek gdy dzwony biją
Chłopaki pod sklepem piwko już piją
Rozglądają się tęsknie za dziewczętami
Ale Eliza biegnie już opłotkamiWygląda pięknie – jak postać anioła
Biegnie do domu, gdzie Jasiu Pierdoła
Drzwi jej zdziwiony wielce otwiera
Za drzwiami fanfara – jeden do zeraEliza wbiega mu do pokoju
Jego tajemnice nie dają jej spokoju
Wzrok jej wnętrze pokoju omiata
Kusi zielonkawa z monitora poświataRumieńce wykwitły na jej licu
A Jasiu wstydliwie: gram dziś na PIC-u
Bo co innego miał jej powiedzieć
Usiadł na łóżku, choć nie chciał siedziećPewnie to „hakier” myśli Eliza
W głowie toczy się analiza
Szybko pozbywa się majtek, stanika
Tego nie widział miłośnik HattrickaRywal na 1-1 strzelić już zdążył
Pierdoła w ciele Elizy drąży
Językiem tam, gdzie zapach fiołkowy
W tle 2-1. Event pogodowyTrwa w najlepsze miłosna etiuda
Pierdoła rozchyla Elizie uda
W tle sędzia właśnie kończy spotkanie
Kończy i Jasiu – akurat na niejCo? że tak już? Dziwi się dziewczyna
Jak to wyjaśnić – Jaś myśleć zaczyna
Eeee… Yyyy… Bo tak ten tego…
To był event… niedoświadczonego…
Propozycja nr 8
Piękne Panie oraz Przystojni Panowie
w związku z tym, że trochę czasu mam wolnego
historyjkę krótką dzisiaj wam opowiem
w kategorii open. Posłuchajcie tego:
rzecz ów miejsce ma w piłkarskim menedżerze
pod tytułem "Hattrick" (dla przyjaciół: Ha-Te)
i choć może trudno będzie Wam uwierzyć
własną głową jestem gotów ręczyć za to,
że miał konto tam gość jeden, niezbyt bystry
(w zasadzie to cymbał tępy niesłychanie)
może więc z powodu defektu umysłu
upodobał sobie gość ów przegrywanie.
Przerżnął wszystko to, co było do przerżnięcia:
ligę, Pe-Pe, szmaragd, rubin, szafir wtopił
w dożynkowym długo też nie zagrzał miejsca
gdyby mógł, poległby w Ha-eM w Europie
lub też na dowolnym innym kontynencie,
bo miał dryg do tego facet niesłychany
jednak w Ha-eM występ na jego nieszczęście
cóż – pech, fatum – nigdy jemu nie był dany.
Tak sobie tracenie bramek upodobał,
że w gorączce niepomiernej i napięciu
w młodzieżową akademię inwestował
by dwudziestu przegrywało, nie dziesięciu.
Tak, dziesięciu (plus dziesięciu w młodzieżówce)
gdyż bramkarzy nasz bohater nie wystawiał
twierdząc: "ciągle przeszkadzają futbolówce
i w ogóle tylko psują mi zabawę!"
Dnia pewnego nasz Napoleon Blamaży
w terminarzu miał wpisany meczyk z botem
tradycyjnie o porażce swej zamarzył
oraz o tym, by ten bot go zmieszał z błotem
"Na obrazku niby dobrze nie wygląda:
na łbie wiadro, korpus z puszki, łapy z rurek…
Bot jak bot, lecz myślę, gdy go tak oglądam:
trudno będzie przegrać, ale cóż, spróbuję"
Próbę podjął nasz bohater heroiczną
nie przewidział jednak w mózgu zakamarkach
że mimo to ogra bota gdyż taktyczną
myśl mu zły HaTe-bug cholernie zagmatwał.
W związku z faktem swej wygranej tak niechcianej
user dał na forum wyraz dość dosadnie
co się zakończyło długotrwałym banem
dzięki któremu gość z hattricka wypadnie.Tu jest miejsce, gdzie morał mógłby wystąpić
kiedy bohatera losy są już znane
lecz dziś puenty Czytelnikom mym poskąpię,
zastąpię ją odautorskim mym wyznaniem:
W związku z tym, że kategoria wiersza: open
– przy butelce on powstawał, ot – otwartej
i na dowód, że informacji nie skąpię:
według mych obliczeń – przy butelce czwartej.
I w tym stanie mogę Wam z całą powagą
na bycie poetą podać prosty przepis
skupcie na nim więc wszelką swoją uwagę,
bo zawiera się w trzech słowach: piłeś – nie pisz.Lub przynajmniej błędy sprawdź, gdy się obudzisz
zanim poślesz swoje dzieło między ludzi…








